dark-shine blog

Twój nowy blog

1920-2005

2 komentarzy

„Jak łatwo zapominamy, że „wszystko jest darem”. Również i to, co człowiek uważa za dzieło swego geniuszu, również to – u korzenia – jest darem. A nawet cierpienie – gdy spojrzeć na nie przez pryzmat Chrystusowej tajemnicy: Odkupienia przez Krzyż – nawet cierpienie nabiera wartości daru.”

img85.jpg

Matko, co za denny temat. Ale ściąga uwagę i to chyba najważniejsze. No i wreszcie mam coś na notkę, krótszą i bardziej rzeczową, niż poprzednia.
Więc dziś przyjechała do nas ekipa TVNu. Mnie wtedy nie było, ale od rodzicieli dowiedziałam się, że spodobał się im nasz dom. Że taki z atmosferą niby (coś w tym jest, oni nie pierwsi to mówią), że ładny, zgrabny i powabny XD. Tata wpuścił ich do domu, a oni obejrzeli parter. Chcieli też zobaczyć górę, ale wzbroniliśmy im wstępu (O.O Już sobie wyobrażam, jak filmują mój pokój z plakatami nie zmienionymi od roku…). Spodobał im się kominek, taras, gabinety oraz pies, który może wystąpi w programie i którego NIE ZJADŁAM. No tak… programie. Ale nie napisałam jakim.
Otóż zamierzane jest wykorzystać scenerię naszego lokum do zfilmowania MORDERSTWA, albo czegoś równie przyjemnego, w programie „W11 Wydział Śledczy”. TAK, moi drodzy, telewizja kłamie. Więc te wszystkie pobicia, śmicia, mordy, śmordy i ukazanie sprawnej pracy policji to jedna wielka BUJDA, którą TVNowcy kręcą w domach Bogu ducha winnych ludzi. Czuję się, jakby mi ktoś powiedział, że Święty Mikołaj nie istnieje. Po prostu kłamstwo się szerzy na tym świecie. To gnębiące.
Logicznym pytaniem wydaje się „Kiedy to puszczą?”. Odpowiedź brzmi- nie wiem. Mają kręcić za równe dwa tygodnie, kiedy będzie w TV- NIE WIEM. Ale podam Wam jeszcze na pewno, nie martwcie się. I ze szczegółami opiszę, jak było ^^
To Sayonara.
Wasza, mieszkająca w niedługo już sławnym domu,

Dzieńdobry. Postanowiłam napisać nową notkę. Będzie ona zawierać wszystko, co zawierać powinna, w moim mniemaniu.
A więc:
Po pierwsze- ludzie, przestańcie się mnie czepiać, że nie ma notek. Jeśli nie piszę, to mam powody, na przykład w postaci braku czasu, albo nadmiaru lepszych rzeczy do roboty niż pisanie pseudo-pamiętnika, w któym i tak nie opisuje mojego PRAWDZIWEGO życia. Ci, co się czepiają, to wiedzą, że się czepiają i proszę, niech przestaną.
Po drugie- małe info. Mam potworną kupę linków, niestety. Niestety, dlatego, że w blog.pl jest dziwny system, który sprawia, że te najwcześniejsze linki są spychane na dół. Tak więc odnośniki (dinozaurrr…) do znajomych itp. są NA SAMYM DOLE MOJEGO ŚLICZNEGO BLOGA. Zaznaczam, że dodałam tam ostatnio dosłownie masę linków, więc byłoby miło, gdybyście je sobie obejrzeli, bo ja daje adresy tylko fajnych blogów. Dziękuję.
Po trzecie- jest strasznie. Boli mnie łeb, jakbym się walnęła nartą, a nawet nie patrzyłam na ten przyrząd od dwóch tygodni. Przeszłam już przez najcięższy sprawdzian z fizyki (Piątkę dostałam!!! Cud, normalnie), teraz czekają mnie tylko z angielskiego (który chyba będę pisać kiedy indziej niż reszta klasy, bo w środę idę na konkurs) i z historii, którą umiem (chociaż raz). A poza tym, to pewnie macie gdzieś moje sprawdziany, prawda? No to, kochane dziubaski, nie będę Was już nimi męczyć. Mam dziwną ochotę wkleić do tej notki jakiegoś gifa…
tarepanda01.gif
Tu macie Tare Pandę. A żeby ta notka była już pełna, to dam pozdrowienia (czyli, moim skromnym zdaniem, najnudniejszy element notki, ale trudno)
Więc.
1. Izie, rodziny nie będę pozdrawiać, bo mogę to zrobić osobiście, a poza tym, oni i tak tego nie przeczytają. Zdrowiej szybko, bo nudno w szkole bez Ciebie.
2. Reszcie klasy, wkładam Was do jednego worka, bo i tak wszystkich bym nie wymieniła, a opuszczeni czuliby się obrażeni.
3. Reszcie szkoły, patrz wyżej.
4. Niech będzie… Paulinie, Karolinie, Patrycji, Gabie, eee… Jej starszej siostrze (jak jej było??), Patty, Monice i Wiktorowi oczywiście. Paulina, jeśli to czytasz, to pokaż bratu, niech wie, że Misica o nim pamięta. Ale niech mi już nie mówi, co Misiu może, a co nie.
5. Wszystkim z forum, na które ongiś uczęszczałam, ale teraz już nie, bo go nie ma. Wiedzcie, że jesteście najfajniejszymi ludźmi, których poznałam w necie.
6. Wszystkim moim przyjaciołom, kolegom, znajomym i zauważonym przypadkiem na ulicy, którzy nie wliczają się do żadnego z powyższych zbiorów.

Kończę to już. Ej, powiedziałam, że kończę! Co?! Odłóż ten nóż! Już skończyłam! Nie musisz tego komentować, jak Ci się nie chce!!! Ej! Masz to odłożyć. Tak, dobrze. Żadnych gwałtownych ruchów. Nie, siebie też nie zabijaj. Mogę obiecać, że więcej nie napiszę nudnych notek. Idź już z tego bloga. Oczywiście Ci nie rozkazuje. Tak, nożyk do szufladeczki. Dziękuję. Żegnam.

Pioseneczka ze Shreka 2, śpiewał Kapitan Hak. Tak mi się przypomniała teraz, bo… TĘSKNIĘ :(((((
Jestem na feriach, cudem dorwałam się do kompa, a jeszcze większym do Internetu (sorry, jak nie będzie polskich znaków, albo coś.) I tęsknię…
Za czym? Już wymieniam:
-Za domem, w którym zawsze jest ciepło, albo wręcz gorąco, gdzie mogę usiąść sobie przed kominkiem i pogrzać rąsie… Wierzcie, albo nie, ale tu w Rabce jest cholernie zimno i to nie na polu- w budynkach. I to jest najgorsze.
-Za resztą rodzinki, która dzwoni i zajmuje twelefon, która każe mi się zajmować swoją wrzeszczącą częścią, która wrzeszczy, wkurza, przeszkadza, dokucza, wnerwia, irytuje, nie pozwala się uczyć, nie pozwala się bawić, nie pozwala nic.
-Za porządnym komputerem (czyt. moim), do którego bez wahań mogę ściągać, co tylko chcę, na przykład…teledyski… Chlip, tu nie mogę. W którym mogę korzystać z gg, ze stronek, które lubię, z forum i czego tam jeszcze.
-Za szkołą, może dziwne, ale prawdziwe, nie za wszystkim, co się z nią wiąże, choćby sprawdzianem z fizyki (tak sobie myślę, że ta baba musi być nieszczęśliwą kobietą, skoro daje nam sprawdziany i kartkówki np. w Mikołajki, albo, właśnie, dwa dni po feriach.), lub geografia sama w swej istocie, ale za przerwami, za wolnymi lekcjami, na których piszę „powieść” :), za…eee…obiadami i oczywiście za ludźmi (też nie wszystkimi, ale zawsze).
-Za moimi przyjaciółmi, za- Izą, Gośką, Magdą, Ulą…eee… Mrazem może mniej i kupą znajomków z Internetu i nie tylko, tyle że ich i tak nie widuję :( a także za kupą innych osób, których tu nie wymieniłam, sorry, wiecie, jakie jest życie.
-za KRAKOWEM, do cholery. Kraków to najpiękniejsze miasto świata, w morde kurde jeża i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Za rynkiem tęsknię, za sklepami, za zasmrodzonymi ulicami i uliczkami, za zaśmieconymi osiedlami i za niebezpiecznymi dzielnicami. Za Podgórzem, Centrum, Nową Hutą itd. Kocham Kraków.
Pewnie nie odpowiecie na tę notkę w ciągu najbliższych dwóch tygodni, ale to nie ma znaczenia, bo pewnie i tak Waszych odpowiedzi bym nie przeczytała… Kiedy koniec ferii? I marzec?

Nowa notka

7 komentarzy

A co się będę wysilać z tematem…
Właściwie nie mam o czym pisać, bo nic się nie dzieję. Nie, żartowałam.
Jest nowy rok (wow). Nie jest to raczej najświeższa wiadomość, ale trudno. Rok ten trwa już…zaraz… szesnaście dni. Szesnaście! Przez te szesnaście dni zdążyłam już zrobić kilka rzeczy. Może je tu wymienię? Aaa… ta notka i tak jest głupia, to niech przynajmniej opisuje coś sensownego, a nie takie lanie wody…
Po pierwsze- sprawdzian próbny, a nawet dwa. Hahaha. Według mojej skromnej osoby to było kłamstwo, gdy powiedzieli nam, że to będzie tylko z pierwszej i drugiej klasy. Choćby dlatego, że ten sam sprawdzian pisały trzecie klasy w zeszłym roku (ej, no fajnie, ja też bym chciała w trzeciej pisać egzamin z pierwszej i drugiej). Ale w ogóle to całe to zajście (XD) traktuję pozytywnie, w końcu dwa dni bez nauki i to tuż przed klasyfikacją.
A właśnie- klasyfikacja. No cóż, mam same piątki z wyjątkiem trzech przedmiotów. Fizyki- 4 (nie muszę wyjaśniać, dlaczego), geografii- 4 (babka przyczepiła się ćwiczeń, jakby już naprawdę nie miała lepszych rzeczy do oceniania ==’) i techniki z której mam doprawdy nie wiem co. O kurde, technika! Babka kazała mi przynieść jakieś baterie i żarówki! Gdzie ja to dostanę, zapłaczę się!!!
Oprócz tego, że zostanę zabita we wtorek, to zdarzyła się jeszcze jedna rzecz w miarę godna uwagi.
Odruciłam propozycję pójścia do kina, zainteresowani wiedzą, mam nadzieję, od kogo.
Cholera.
W przyszłym roku nie zgodzę się być zastępczynią, przewodniczącą tym bardziej. Nie będę kupować jakiś durnych baterii! A co, wpisze mi pałę? Nie może, w końcu do moich kompetencji nie należy kupowanie jakiś idiotyzmów. Babko, chrzań się. Jestem wkurzona. Powiedzieć, że nie było w sklepie?
NIE CIERPIĘ TECHNIKI. Jak ktoś znajdzie w neci hatelisting techniki to niech mi adres przyślę, wstąpię do niego pod dziesięcioma nickami. Szlag.
Ale mi głupia notka wyszła, ja nie mogę…
Trudno.

Jak ja nie cierpię tego zdania, to Wam mówię! Cholera, zawsze zostaje taka idiotyczna pustka po świętach. Dlaczego? No, dlaczego? Dlaczego nie ma tej pustki po Wielkanocy, na przykład?
Hm… Może Boże Narodzenie jest zbyt rozreklamowane? W końcu święta trwają trzy dni, a pierwsze reklamy ze śniegiem i choinką pojawiają się już we wrześniu.
No i ta przerwa świąteczna. Chyba ważniejsza niż same święta, wreszcie jakiś porządny odpoczynek, po raz pierwszy od wakacji. I co? I każą nam się uczyć wtedy biolcy, fizy i chemii.
Jest jeszcze Sylwester. Też wydaje mi się zbyt nagłośniony. Jedna noc, a niektórzy gotowi są wydać wszystkie oszczędności na jakąś imprę. Wielkie mi halo, nowy rok jest co roku. Czemu tak głośno nie obchodzi się Międzynarodowego Dnia Arabskiej Księżniczki, też jest raz do roku!
Zakończę na razie te filozoficzne przemyślenia. Bo cóż u mnie się dzieje?
Byłam niedawno na chrzcie Filipka. Mamunią chrzestną nie mogłam być, bo jeszcze nie byłam bierzmowana (i chyba nie będę, bo nauki ciągną się w nieskończoność). Ale chyba i tak bym nie była, bo przecież Ania BYŁA bierzmowana a i tak nie była chrzestną.
Odbyło się to tak- najpierw kościół, akurat przed mszą dla dzieci, szybko się to odbyło. Filipek ryczał cały czas, Ania i ja bez przerwy cykałyśmy zdjęcia, prześcigając się w dziwnych miejscach, na które wejdzemy z chęcią zfotograwowania uroczystości. Obie weszłyśmy prawie na ołtarz, a potem zabrakło nam pomysłu. Po chrzcie ksiądz sprytnie kazał nam zostać na mszy, ale Gosia z Filipem uciekła, bo mały non stop ryczał. Po mszy pojechaliśmy całą rodzinką do mieszkania Gosi. Nie licząc Filipka byłam tam najmłodszą osobą. Z braku zajęć Ania i ja uczyłyśmy się przewijać dziecko (Ania czynnie, ja biernie). I właściwie oprócz tego, nic specjalnego się nie wydarzyło.
Święta spędziłam w domu. Jak zwykle przyjechali do nas Ciocia i kuzyn Wiktor. Jak zwykle przed Wigilią to ja czytałam Biblię i jak zwykle po Wigilii rozdawałam prezenty. Tradycje. O północy już zasypiałam na pasterce, ksiądz czytał to samo, co ja kilka godzim wcześniej, tyle, że o wiele, wieeele wolniej. W pierwszy i drugi dzień świąt było raczej spokojnie, chociaż błogą ciszę co jakiś czas przerywały sygnały SMSów w naszych komórkach bądź natrętny dzwonek telefonu domowego. Ale teraz dopiero się zacznie, bo już chodzą kolędnicy. Pierwsi odwiedzili nas dziś popołudniu. Bezczelnie weszli przez bramkę, mimo dzwonka i tabliczki „Uwaga, zły pies”. Kolędnicy mnie wkurzają.
Najlepszego w nowym roku.
Acha, ładny mam szablon? Roboty własnej.

No dobra…

8 komentarzy

Ogarniam to wszystko i piszę nową notkę. Długi weekend się skończył, dla mnie był co prawda trochę dłuższy (chora…) ale tak czy inaczej jutro wracam niestety do szkoły i co więcej- piszę olimpiadę z anglika. Ale mi się cholernie nie chce… Powrót do szkoły oznacza powrót do normalnego życia, a mnie tak dobrze było budzić się o dziesiątej i nie patrzeć nawet ne półkę z książkami…
I rzecz, na którą pewnie wszyscy, którzy czytają mojego bloga w miarę regularnie czekali- tak, jest Filip i ma się całkiem dobrze. Chwilę musiał być w szpitalu, to fakt, ale teraz jest już w porzo. Chociaż czasem myślę, że niektórzy lekarze w ogóle nie myślą o swoich pacjentach. No, jak można, powiedzcie mi, dać prawie całkiem zdrowemu dziecku do pokoju niemowlaka z zapaleniem płuc?! Moja siorka oczywiście interweniowała, to jasne, a potem wietrzyła pokój okropnie długo (od samego wietrzenia można dostać zapalenia płuc ==’) i odkażała (odkarzała?) jakimś sprayem ściany. Nieźle.
Zostałam zapytana, co mi to przeszkadza, że zostanę ciotką. Może ujmę to tak:
a) Między mną a moimi siostrami teraz będzie trochę inaczej. Przez najbliższe kilka lat pewnie niewiele razy pojedziemy wspólnie w teren, albo… no choćiaż do kina.
b) Ciotka… to tak staro brzmi :)
A to, że obie są (były) w ciąży? No cóż, nawet nie dały mi odetchnąć od tych wrażeń ^^.
Jak mi przyjdzie coś jeszcze do głowy, to napiszę. Sayonara.

…choć najszybasza nie oznacza najkrótszej, znaczy jedynie, że będę dość szybko pisać pod wpływem duuużych emocji. Może dla niektórych nie będzie zaskoczeniem, że moja sis jest w ciąży, ale co jeśli napiszę, że MOJA DRUGA SIORA TEŻ???!!! No ładnie!! Innymi słowy jestm ostatnią siostrą M. bez brzucha- ba! Nawet bez chłopaka! No i co Wy byście zrobili na moim miejscu?! CUDNIE! Filipek przyjdzie na świat już niedługo, czemu nie jutro, a potomek Ani w czerwcu, tak? Może nawet będzie z Bliźniąt, jak się pospieszy… jestem przybita. Czy one się umówiły na ten rok? Czemu akurat teraz?!
Na dodatek dostaliśmy list od kuzyna z USA, w którym pisze, że „Jaś (…) jest bardzo dumny, że ma ciocię Maję, która nie dość, iż jest świetną amazonką, to jeszcze ogląda Pokemony!”. No świetnie. Miałam dwie godzinki na zajęcie się ośmiolatkiem i co zrobiłam? Zapytałam, czy nie chciałby obejrzeć jakiegoś video. SKĄD MIAŁAM WIEDZIEĆ, ŻE JAŚ MA FIOŁA NA PUNKCIE POKEMONÓW I (co chyba ważniejsze) JEST NA POKEMONOWYM ODWYKU ZARZĄDZONYM PRZEZ RODZICÓW?! No to wzięłam kasetę z jednym z filmów i pytam, czy może być. No jasne! Tylko szkoda, że nikt mnie nie uprzedził, czym to grozi. Oczywiście obejrzałam film razem z nim, bo jak inaczej. A teraz mam! Kuzynek Piotruś będzie mi wypominał do końca życia, jakie popołudnie zafundowałam jego dziecku. Ech…
No, ale przypominając sobie to, myślę, że dzieci wcale aż tak bardzo mnie nie nienawidzą. Może jednak jakoś to będzie z moimi siostrzeńcami (aaaa!!! Ale to brzmi!!!). Tylko jak już podrosną, to chyba schowam stare kasety z Pokami.

Wiem…wiem…

6 komentarzy

tamta notka to był przerywnik. No, ale Iza i tak skomentowała, cóż ^^ Notkę, którą teraz piszę, miałam napisać wczoraj, ale nie miałam czasu… ech…
Zmieniłam wygląd strony, jak widać. Szablon jest zmieniony tylko na stronie głównej, jak będę mieć za dużo wolnego czasu to pokombinuję nad resztą podstronek, ale na razie mi się nie chce, więc raczej nie zaglądajcie na komentarze, księgę i archiwum, jak nie chcecie oglądać szablonu z blog.pl (buu…).
Teraz przejdę do konkretów. Dziś jest środa, jak dla mnie najłatwiejszy szkolny dzień tygodnia. Trzy języki, potem majca, wychowawcza i muzyka (na której sama pani P. pozwoliła nam pisać „powieści” ;)).
CODI (lol), jak zwykle, siedział blisko nas. Nie wiem już, czy ona siada w pierwszej ławce, bo pani mu kazała, czy dlatego, że chce nam dokuczać. Niby dokucza tylko Izie (współczucia), ale mnie wnerwia to równie (jeśli nie bardziej), jak ją. To jego monotonne- „sharon, sharon, sharon”. Można dostać hop-siupka i to w najlepszym przypadku. Na polskim nie dało się wytrzymać. Normalnie można odpocząć kaligrafując słowo „Ikar” w zeszycie przy okazji pisania zawiadomienia o śmierci Ikara, ale jak się słyszy to „Sharon, Sharon” to się chce przesiadać do najdalszego kąta klasy.
Ale zmienię temat. Zazdroszczę kilku osobom- Kindze, Moni, Niki, Ani, Gosi, Filipkowi… Czyli osobom, które już (lub jeszcze) nie mają nauk na bieżmowanie. To jest tak cholernie poplątane… Jakby nie można tego robić na religii.
Dobra, przynudzam. Życzę wszystkim miłego korzystania z bloga! I kończę.

………………………………….


  • RSS