dark-shine blog

Twój nowy blog

http://www.bezgiertycha.rp4.pl/

Niestety nie można się już podpisywać. Ja tam mam numerek 31934. Prawie 60 000 osób nie chce Giertycha. Tylko się zastanawiam, czy to coś da.
Dlaczego piszę tę notkę? Bo muszę zapełnić czymś czas w oczekiwaniu na program o Kodzie Leonarda na Discovery. No i muszę jakoś wyrazić swoją czarną rozpacz, która ogarnia mnie za każdym razem, jak przez zasłonę optymizmu przenika mdła wizja Romana, który jednak dopina swego. Brak przedszkoli (Bo matki, k*rwa, mają naturalny obowiązek zajmowania się dziećmi, czego ojców oczywiście nie dotyczy, mogą sobie pracować, i rzucać własnymi dziećmi o ścianę), podział na „dzieci zdolne” i „dzieci mniej zdolne” (A pewnie, najlepiej wszystkich „mniej zdolnych” od razu zadźgać, jak są jeszcze w kołyskach), wychowanie na katolików i patriotów (czyt. wf = gonienie z pałkami homoseksualistów po ulicach, religia = publiczne palenie prezerwatych, patrz www.losux.prv.pl) i przywrócenie kar cielesnych (ciekawe, kto się na to w ogóle odważy).
A, szlag z tym. Już się zaczyna, więc sobie idę.

Kurde, nooo… Siedzę w domu, nie umiem historii, w ogóle super!
Nienawidzę zimy. A ta już trwa i trwa, jak głupia. Tyle razy miałam już nadzieję, że to koniec, że wyjdzie słońce i roztopi to wszystko, ale NIE! Musi napadać znowu i to jeszcze więcej! Chcę zieleni! Chcę ciepła! Chcę przerwy wielkanocnej! Zima to syyyyf, no kurdeee!
Oczywiście teraz tak myślę, ale pod koniec listopada czekałam na nią z wytęsknieniem. Bo jesień to jeszcze większy syf. Nie dość, że zimno, to jeszcze brudno, liści nie ma nigdzie, ani na drzewach, ani na ziemi (spadły przedwcześnie przez kasztanowcowiaczka). Co ja poradzę na to, że jestem ciepłolubna? Lubię lato. Mogę sobie wtedy siedzieć w ogrodzie i jeść maliny z krzaków, siedzieć na kocu i czytać, albo po prostu się opalać. Tia…
Biedne bociany. Przylatują i co zastają? Zimę, ptasią grypę i braci Kaczyńskich. Łoż, tylko samobójstwo popełnić.
Chyba jestem pesymistką. Ale to wcale nie jest złą rzeczą, bo czekają mnie tylko miłe niespodzianki (złych zawsze się spodziewam).

Ekhem.

5 komentarzy

Lala lalala lala lalala.
To był fragment piosenki Offspringa „Self esteem”. Fajna jest. Jak się komuś chce, to niech zobaczy w googlach, jak to leci dalej, bo jest dość adekwatna do mojego nastroju. TEKST, bo melodia chyba zbyt żywa…

Ha!
Dziś nie poszłam do szkoły. Z grubsza rzecz biorąc, powody były dwa.
a) źle się czuję
b) nie chce mi się
Jutro mam kiermasz krótkich form redakcyjnych, pojutrze olimpiadę z biolcy, potem dyskotekę, a potem już piątek i pierwsza część FCE w sobotę. Przez 40 minut będę musiała koncentrować się, jak jeszcze nigdy w moim życiu, słuchając jakichś audycji i wpisując odpowiedzi na kartkę… A w następnym tygodniu powtórka z rozrywki, nawet jeszcze lepiej – speaking.
Ta notka nie będzie długa, bo ani w środę, ani w czwartek nie będę mieć za bardzo czasu na robienie angielskiego, więc dziś to wszystko odwalę. Tyle na razie dobrego, że prawodobnie przejdę do drugiego etapu olimpiady z polskiego (i może angielskiego), więc koło stycznia znowu nie będzie można mnie pytać. Ale to się wydaje takie odległe…
Tymczasem żyję sobie jako-tako. Przedwczoraj byłam z Kaśką na wolontariacie w Domu Samotnej Matki i Dziecka. Jest o wiele lepiej, jak są nas dwie, przynajmniej mamy trochę kontroli. Dzieciaki są męczące… Gryzą, plują, buntują się i płaczą. Tego samego dnia popołudniu przyjechała do mnie Gosia z Filipem i mały jest znośniejszy, niż większość smarkaczy z wolonariatu, wliczając te O WIELE starsze od Filipa.
Natomiast dzisiaj wieczorem udaję się na którąśtam już lekcję japońskiego. Wcale nie jest taki trudny, w porównaniu choćby z francuskim, z którego nic a nic już nie pamiętam. Język bardzo mi się podoba. Już nawet trochę go umiem po tych kilku lekcjach. Naszym nauczycielem jest Hiro, Japończyk, który dopiero co zaczął się uczyć polskiego (przynajmniej takie sprawia wrażenie) i robi urzekające błędy gramatyczne. Może przytoczę:
„W trambaju i autobusie młode ludzie dają miejsce stare ludzie. Jestem zdumiony.”
Wzruszające ;)
Niestety, jak już pisałam, nie mam za wiele czasu, więc kończę.
Sayonara!
Ach, jeszcze jedno. Z okazji wejścia na ekrany nowego filmu o Harrym Potterze, oto mój rysunek, przedstawiający głównego bohatera w łazience prefektów. Proszę bardzo
Nawet go pokolorowałam!

Spoko…

9 komentarzy

No i znowu sobie musialam jakos przestawic klawiature, czy co. Ale kto by sie tam orzejmowal, mam wazniejsze rzeczy do zamartwiania sie.
Po pierwsze – szkola. Kurka blada, jak ja nie cierpie tej szkoly… Z roku na rok coraz bardziej mam jej dosc. I co ja moge? Byleby wytrzymac jakos do kwietnia, a potem tylko sciskac brzuch z nerwow „dostalam sie – nie dostalam sie”. A niech szlag trafi ministerstwo edukacji. Jeszcze ten „czwarty wf”. Zapewniaja nam coraz wiecej rozrywek, chyba tylko po to, zebysmy sie bardziej cieszyli, gdy juz pojdziemy z tej szkoly. Naprawde mam jej dosc.
Po drugie – moj komputer teraz jest rownie senny, jak ja. Wiec mu wybaczam, ale i tak zamierzam teraz zamiescic pare linkow do zdjec z Anglii. Taaa… Slodkie wspomnienia. Przynajmniej tyle mi zostalo na tym szarym horyzoncie.
No, dobra.
Zacznijmy od zdjec z Londynu, jako ze i tam bylam najpierw. Nie bedzie tego duzo, przynajmniej na razie, ale nie chcialo mi sie skanowac.
Moj idol Szlag. Ze tez to piekne zdjecie musialam zapisac jako gif. Komentarz – akurat odbywala sie parada gejow i lesbijek, gdy bylismy w stolicy.
Opki w czapkach na paradzie. Az wstyd nie zamiescic takiej fotki.
Tworcze zdjecie……London eye… Bylam tam. Potem poszlam do kasyna i wydalam jakies piec funtow.
Can you see the sea?! To juz z Kornwalii. Ja, gdzies na Lands End.
INGLISH GIRLZ Od lewej stoją: Magda, ja, Ania (z torbą z Hello Kitty :P), siedzi Baśka.
Włoszki, Hiszpanka i Polka Od lewej stoją Elisa(IT), Sandra(SP) i Rossana(IT). Ni to stoi, ni to siedzi Maja(PL).
Hedwiga =) To jedna z atrakcji z okazji harkoru harrypotterowego. Miła, nie?
Państwo Wakfer Czyli rodzina u której mieszkałam. Mili, fajni, po prostu OK. typowi Angole :)
I to by było na tyle.

Wczoraj miałam próbne FCE. Cóż, myślę, że dobrze mi poszło. Nie było tyle trudne, co… nudne. CZTERY godziny pisania, a jak jeszcze dodać do tego speaking… Cóż.
Wybaczcie, że nie wchodzę w szczegóły, ale naprawdę chcę już sobie stąd iść.
Pozdrawiam.

Wreszcie…

9 komentarzy

Jestem już w domu, co nawiązuje do tematu notki. WRESZCIE.
Co więcej – dostałam wczoraj nowy komputer. WRESZCIE. Widzicie, jakie to wieloznczne tytuły notek ja potrafię wymyślać…
Z tym komputerem to było dziwnie. Mój kochany kuzynek przychodził do mnie ze trzy razy, żeby formatować mi mój idiotyczny stary komputer, który chodził nie szybciej niż rozdeptany robak. A końcu Wiktora (kuzyna, of course, nie robaka) szlag, delikatnie mówiąc, trafił. Z resztą mnie też. I tak następnego dnia Wik przyjechał z cudnym komputerkiem, a raczej jego częściami. Składał to chwilę, formatował, instalował, no i teraz to głupie pudło chodzi jak marzenie, mimo, iż stanowi dziwaczną składankę starego i nowego kompa. Żeby było weselej, to dostanę dziś nowy monitor, bo stary SYCZY i ucina obaz po bokach, więc muszę go przesuwać chcąc zobaczyć, która godzina. Pełnia szczęścia. No, może gdybym miała jeszcze lepszy internet od tej idiotostrady, która nawet przez Mozillę wpuszcza mi wkurzające reklamy. Ale dość o kompie, zresztą kogo to obchodzi…
Zmieniłam szblon, dla niespostrzgawczych. Hm… jest… sama nie wiem. Minusy rzucają się w oczy od razu – za szeroki i kolory głupio się rozmazały. Plusy – podoba mi się obrazek, czcionka, no i fakt, że jest to pierwszy szablon, który zrobiłam samodzielnie. Po prostu brawa dla mnie. No, nie jest źle. Przynajmniej wiem, od którego punktu zaczynać przy tworzeniu następnego szablonu, który niewątpliwie ukończę dość prędko, bo mi się nudzi. Ale póki co, ten ujdzie w tłoku, zgodzicie się? Muszę się zabrać za tego bloga także w innych aspektach, tzn. pousuwać linki, które już od dawna nie działają i tylko mnie denerwują zajmując niepotrzebnie miejsce oraz wkleić obrazki z fanlistingów, bo mnie wyrzucą na zbitą buzię. No.
Ogólnie… wakacje się kończą…
I co z tego, tak właściwie? Szczerze, moje najprawdziwsze wakacje skończyły się już w połowie lipca, po powrocie z tego cudownego kraju. Możliwe, że w przyszłym roku będzie organizowany wyjazd na TRZY tygodnie. Oh, baby, byłoby nieźle. Tylko ciekawe, jak z kasą. A, zdjęcia z Anglii. Ciągle nie ściągnęłam opraogramowania do skanera, ale kiedyś to zrobię i wkleję te foty, nie martwcie się.
I przepraszam, że nie komentuje ostatnio żadnych notek, ale jak wchodziłam na kompa, to zajmowałam się ratowaniem go, więc chyba sami rozumiecie. Postaram się to nadrobić.
Już nie będę przynudzać.
Aha, jeszcze nie. Wybaczcie mi. Coś a propos mojego ostatniego szablonu, który był kijowy, ok, przyznaje.
a)Od kiedy ja i Kaśka to wszyscy?
b)Co Ci to przeszkadza?
c)Kagaya nie może być twoja, bo to facet.
d)Przeklinaj u siebie na blogu.
e)”Psuć” się pisze przez „u”.
f)Buahahaha!
Pozdrawiam wszystkich i życzę udanych ucieczek ze szkoły.

Głupi temat, głupia notka. I taka nma szybko, jak odgrzewane jedzenie. Z mnóstwem literówek spowodowanych kijową klawiaturą.
Jestem w kafejce nad morzem. Cemy sa o wiele gorsze niż w Anglii (jak się miało mniej niż 19 lat, to było za darmo), płacę teraz 5 złotych za godzinę i już właściwie kończę. A na dodatek ciągle się coś zacina. Ale ja narzekam, no.
Zacznę tak- podoba się Wam mój szablon? Zmieniłam go w Krakowie, ale nie napisałam notki, bo chciałam, żeby wyszła jakaś fajna, ze zdjęciami z Anglii, na przykład, ale skaner siadł, mówiąc w skrócie. Może jak wrócę, to dodam coś sensownego.
Anglia… Ale tam było świetnie… Ja tam chyba kiedyś zamieszkam. Gorąco, jak nie wiem, można się ślicznie opalić, a wystarczy, że podejdzie sie do morza, a już czuć przyjemny chłodek. W dodatku są tam takie cudowne sklepy, że najchętniej całe bym wykupiła. Ceny może nie takie zachwycające, ale w końcu oni tam zarabiają więcej. gdybym tam mieszkała, to też bym tyle mogła zarobić.
Kupiłam kilka fajnych rzeczy. Spodnie, kiecę, torbę i, najważniejsze, szósta część Harry’ego po promocyjnej cenie. No i… już ją przeczytałam :) Nie będę chamską dupą i nie napiszę, co się dzieje (porozklejam plakaty w szkole), ale napiszę, że była dobra. Lepsza od piątki. Choć brak Syriusza trochę mi doskwierał, to jednak i tak bardzo mi się podobało.
A teraz już kończę. Oceńcie mój cudny szablon (albo raczej obrazek w nim) i bawcie się dobrze na Waszych wakacjach.
Sayonara.

NOTKA

6 komentarzy

Nie wiem, jak zacząć tę twórczą notkę, którą mam zamiar napisać. Będzie więc pewnie trochę chaotyczna, ale kto by się tak przejmował.
Cóż…
Ostatnio w moim życiu zaczyna się trochę dziać. W sobotę byłam na zebraniu odnośnie mojego wyjazdu do Anglii. Dziwnie tam będzie… Na przykład w Londynie, w hotelu, w którym spędzimy dwie noce, są same POJEDYNCZE pokoje. Trudno mi to sobie wyobrazić. Jak mam spać sama w pokoju pierwszą noc w obcym kraju?! No, ale ujdzie. Noc się prześpi, a dzień spędzę z Michałem, Magdą, Agnieszką itp. Pewnie jeszcze kogoś poznam, oprócz tego. Zresztą i tak większość pobytu będę spała w pokoju z obcokrajowcem (a raczej jego żeńską odmianą, bo nie sądzę, żeby mnie dali do pokoju z chłopakiem). Z kim? Nie wiem. Może Włoszką, Niemką, Ukrainką… Może nawet (ach…) Japonką… Ale póki co, to nie wiem nawet, do jakiej rodziny mam iść. Niby mnie już przydzielono, ale zaprotestowałam, że nie chcę być w domu z dwa lata starszą Polką, której nie znam. Czułabym się, jakby mi przydzielali kogoś do opieki, na wypadek, gdybym nie umiała mówić po angielsku. Przesada! Możecie mi wmówić, że nie umiem chodzić, ale nie, że nie umiem mówić in English.
Co jeszcze… Byłam u siostry na prowizorycznych imieninach. Wyprzytulałam Filipka, który teraz jest już dość duży, ale i tak bez przerwy jojczy. Doszłam do wniosku, że mam fajnie. Mam dwie fajne siostry i dwóch fajnych siostrzeńców (choć Stasia nawet nie widziałam z otwartymi oczami, bo śpi zawsze, jak przychodzę).
Wartałoby dodać coś o szkole. W szkole nic się nie dzieje. Jeśli chodzi o przedmioty przynajmniej. Dzięki temu, jutro nie idę do szkoły. Czemu?! Bo mi się nie chce! Buahahaha!!!!!!!!!
Dobrze, spokojniej. A jeśli nie chodzi o przedmioty- hm… ostatnio Gośka robi się… nie, nie powinnam publicznie obgadywać koleżanki. Ale chyba mogę napisać, że pyta się mnie, jakoś tak bez powodu, co o niej myślę i że razem z Magdą w każdą przerwę mnie gdzieś odciągają, żebym tylko nie gadała z dwoma osobami (zauważyłam): Izabelą S. oraz Tomaszem M. Trochę mnie to wkurza. Nawet bardzo. Jakbym nie mogła gadać z tym, kim chcę i ile chcę, tylko ona (Gośka – zgadnijcie czemu) musi robić za przyzwoitkę. Nie wiem, co ona ma do Izy, ale chyba uznała, że nasza przyjaźń musi być już doszczętnie zniszczona, skoro nawet nie pozwala mi z nią gadać. Bosko.
Może niezbyt trafnie to odczytałam, ale to i tak mnie wkurza. Na szczęście niedługo jadę na inną półkulę i wszyscy możecie mnie pocałować w rękę. Chyba już do tego czasu nie dodam nowej, notki, więc życzę niesamowitych wakacji wszystkim odwiedzającym tego bloga i nie tylko.

Te „życzenia” to dla mnie, bo mam dziś urodziny. Ale to, że kończę piętnasty rok życia i zaczynam szesnasty nie jest tematem dzisiejszej notki. A co jest? Różne rzeczy.
Na przykład to, że wróciłam z mini zielonej szkoły, czyli trzydniowej wycieczki do Zakopanego. Było nawet fajnie, zwłaszcza w Smoczej Jamie, z której każdy wyszedł trochę bardziej brązowy. Jednak największą sensację na całym wyjeździe wzbudził nie kto inny, jak Magogo (:P) czyli Gośka. Przez omalże dwa dni plus całą drogę powrotną obściskiwała się z Mrazem. Cóż… moja ocenzurowana opinia brzmi tak, że nie powinni chyba tak się afiszować i jeszcze upacie utrzymywać, że nie są razem. Bo to głupie. Ludzie przychodzili do pokoju Gośki, Kaśki I Moniki (K. I M. prawie cały czas siedziały u nas, ze względu na tą parkę), patrzyli na zajęte łóżko, robili wielkie oczy i wychodzili. Em… Po Mrazie można się było spodziewać wszystkiego, on właściwie zawsze idzie tak daleko, jak mu się pozwoli, ale Gośka?! To był lekki szok, że AŻ tak daleko mu pozwoliła. Nawet, jeśli jej się podoba.
Dostałam przeciek, w którym mowa, że Gośka ma zamiar przepraszać wszystkie dziewczyny w poniedziałek, za to, że tak je olała. Jakoś mi się nie widzi, żeby związek G&M potrwał długo (Ciekawe, jakbym się poczuła, gdyby jakiś chłopak się ze mną ściskał, a potem przepraszał za to swoich kolegów?), co jeszcze bardziej utwiedza mnie w przekonaniu, że zrobili z siebie widowisko. Ale dość o tym.
Dziś przyjeżdżają do mnie kuzyni oraz sławny Jasiek z siostrą (ten, co ongiś oglądał ze mną Pokemony). Teraz jest rok starszy, nie wiem, czym się interesuje. Mam nadzieję, że czymś doroślejszym, choć w głębi serca troszkę w to wątpię.
Kurka. Za rok będę kończyć gimnazjum i iść do liceum. Będę mieć szesnaście lat i bardzo możliwe, że mocniejsze szkła na oczka (taka mała aluzja…). Jakoś nie brzmi to zachęcająco. Moja klasa jest fajna, mimo wszystko, może nie w 100%, ale jednak. No i znamy się od tak dawna, że nie wstydzę się powiedzieć im, czym się interesuję, albo jakiej słucham muzyki. A co będzie w liceum, to nie wiem…

Jakiś temat

8 komentarzy

Oryginalne, co? Po co niby są tematy, tak właściwie? Kogo one obchodzą?! Tylko robią problem przy wymyślaniu ich.
A tak na serio tematem dzisiejszej notki będą… Rozmyślania Na Temat Ostatnich Wydarzeń I Nie Tylko, czyli to, co możecie przeczytać na pierwszym lepszym blogu.
Ten tydzień był straszny. Jestem tak zmęczona, że zaraz walnę głową o klawiaturę. A to jeszcze nie koniec, bo jutro muszę iść na dzień otwarty do Nawodworka. Przy okazji pewnie pójdę na Rynek na 5 sekund i nie będę miała co robić we wtorek, bo i pewnie kupię, co trza (a niektórzy wiedzą, co trza). Ale wracając do minionego tygodnia.
Poniedziałek: boję się sprawdzianu z gegry i kartkówki z fizy, nie ma ani jednego ani drugiego.
Wtorek: nie ma wfu, bo dziewczyny ćwiczą na Roz… a, dobra, na pewien konkurs.
Środa: widząc mój autobus przeskakuję przez ogrodzenie torów tramwajowych, worek na buty klinuje się w płocie, nadjeżdża tramwaj, ja walę się w kostkę, opuchlizna nie schodzi do dziś, ale zdążam na autobus.
Czwartek: kartkówka z fizyki, sprawdzian z majcy i pytanie z chemii & histy oraz całkowiete zmacanie mi twarzy. Nie wiem, jak to przetrzymuję.
Piątek: nudne przemyślenia na temat mojego konformizmu w pewnej sprawie… No, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że próbowałam. I to nawet długo. Ale kogo to obchodzi?! Gdyby kogoś (jedną osobę. JEDNĄ!) to obchodziło, w ogóle nie byłoby tych przemyśleń. Dziewczyny koszą chłopaków w siatkę (ale tylko w trzecim secie).

Tak przy okazji, co myślicie o nowym Papieżu?
I jeszcze raz przy okazji- Effi, jak to czytasz, to sorry, że Ci nie odpisuję, ale nie mam siły. Pewnie myślisz, że jestem dziwna, że mam siłę pisać takie pierdoły, jak ten blog, a nie mam siły napisać do Ciebie, ale wiesz- szczerość przywala, a mało jej na tym blogu. Buahahaha.


  • RSS