Ha!
Dziś nie poszłam do szkoły. Z grubsza rzecz biorąc, powody były dwa.
a) źle się czuję
b) nie chce mi się
Jutro mam kiermasz krótkich form redakcyjnych, pojutrze olimpiadę z biolcy, potem dyskotekę, a potem już piątek i pierwsza część FCE w sobotę. Przez 40 minut będę musiała koncentrować się, jak jeszcze nigdy w moim życiu, słuchając jakichś audycji i wpisując odpowiedzi na kartkę… A w następnym tygodniu powtórka z rozrywki, nawet jeszcze lepiej – speaking.
Ta notka nie będzie długa, bo ani w środę, ani w czwartek nie będę mieć za bardzo czasu na robienie angielskiego, więc dziś to wszystko odwalę. Tyle na razie dobrego, że prawodobnie przejdę do drugiego etapu olimpiady z polskiego (i może angielskiego), więc koło stycznia znowu nie będzie można mnie pytać. Ale to się wydaje takie odległe…
Tymczasem żyję sobie jako-tako. Przedwczoraj byłam z Kaśką na wolontariacie w Domu Samotnej Matki i Dziecka. Jest o wiele lepiej, jak są nas dwie, przynajmniej mamy trochę kontroli. Dzieciaki są męczące… Gryzą, plują, buntują się i płaczą. Tego samego dnia popołudniu przyjechała do mnie Gosia z Filipem i mały jest znośniejszy, niż większość smarkaczy z wolonariatu, wliczając te O WIELE starsze od Filipa.
Natomiast dzisiaj wieczorem udaję się na którąśtam już lekcję japońskiego. Wcale nie jest taki trudny, w porównaniu choćby z francuskim, z którego nic a nic już nie pamiętam. Język bardzo mi się podoba. Już nawet trochę go umiem po tych kilku lekcjach. Naszym nauczycielem jest Hiro, Japończyk, który dopiero co zaczął się uczyć polskiego (przynajmniej takie sprawia wrażenie) i robi urzekające błędy gramatyczne. Może przytoczę:
„W trambaju i autobusie młode ludzie dają miejsce stare ludzie. Jestem zdumiony.”
Wzruszające ;)
Niestety, jak już pisałam, nie mam za wiele czasu, więc kończę.
Sayonara!
Ach, jeszcze jedno. Z okazji wejścia na ekrany nowego filmu o Harrym Potterze, oto mój rysunek, przedstawiający głównego bohatera w łazience prefektów. Proszę bardzo
Nawet go pokolorowałam!