Nie wiem, jak zacząć tę twórczą notkę, którą mam zamiar napisać. Będzie więc pewnie trochę chaotyczna, ale kto by się tak przejmował.
Cóż…
Ostatnio w moim życiu zaczyna się trochę dziać. W sobotę byłam na zebraniu odnośnie mojego wyjazdu do Anglii. Dziwnie tam będzie… Na przykład w Londynie, w hotelu, w którym spędzimy dwie noce, są same POJEDYNCZE pokoje. Trudno mi to sobie wyobrazić. Jak mam spać sama w pokoju pierwszą noc w obcym kraju?! No, ale ujdzie. Noc się prześpi, a dzień spędzę z Michałem, Magdą, Agnieszką itp. Pewnie jeszcze kogoś poznam, oprócz tego. Zresztą i tak większość pobytu będę spała w pokoju z obcokrajowcem (a raczej jego żeńską odmianą, bo nie sądzę, żeby mnie dali do pokoju z chłopakiem). Z kim? Nie wiem. Może Włoszką, Niemką, Ukrainką… Może nawet (ach…) Japonką… Ale póki co, to nie wiem nawet, do jakiej rodziny mam iść. Niby mnie już przydzielono, ale zaprotestowałam, że nie chcę być w domu z dwa lata starszą Polką, której nie znam. Czułabym się, jakby mi przydzielali kogoś do opieki, na wypadek, gdybym nie umiała mówić po angielsku. Przesada! Możecie mi wmówić, że nie umiem chodzić, ale nie, że nie umiem mówić in English.
Co jeszcze… Byłam u siostry na prowizorycznych imieninach. Wyprzytulałam Filipka, który teraz jest już dość duży, ale i tak bez przerwy jojczy. Doszłam do wniosku, że mam fajnie. Mam dwie fajne siostry i dwóch fajnych siostrzeńców (choć Stasia nawet nie widziałam z otwartymi oczami, bo śpi zawsze, jak przychodzę).
Wartałoby dodać coś o szkole. W szkole nic się nie dzieje. Jeśli chodzi o przedmioty przynajmniej. Dzięki temu, jutro nie idę do szkoły. Czemu?! Bo mi się nie chce! Buahahaha!!!!!!!!!
Dobrze, spokojniej. A jeśli nie chodzi o przedmioty- hm… ostatnio Gośka robi się… nie, nie powinnam publicznie obgadywać koleżanki. Ale chyba mogę napisać, że pyta się mnie, jakoś tak bez powodu, co o niej myślę i że razem z Magdą w każdą przerwę mnie gdzieś odciągają, żebym tylko nie gadała z dwoma osobami (zauważyłam): Izabelą S. oraz Tomaszem M. Trochę mnie to wkurza. Nawet bardzo. Jakbym nie mogła gadać z tym, kim chcę i ile chcę, tylko ona (Gośka – zgadnijcie czemu) musi robić za przyzwoitkę. Nie wiem, co ona ma do Izy, ale chyba uznała, że nasza przyjaźń musi być już doszczętnie zniszczona, skoro nawet nie pozwala mi z nią gadać. Bosko.
Może niezbyt trafnie to odczytałam, ale to i tak mnie wkurza. Na szczęście niedługo jadę na inną półkulę i wszyscy możecie mnie pocałować w rękę. Chyba już do tego czasu nie dodam nowej, notki, więc życzę niesamowitych wakacji wszystkim odwiedzającym tego bloga i nie tylko.